59.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: VINYL

Data premiery: 06.10.2008

Label: EPITAPH

EPITAPH

Po oskarowym sukcesie filmu „Mała Miss" (2006) nominowany do nagrody Grammy soundtrack całkowicie zmienił pozycję ekscetrycznej grupy DeVotchKa, która go przygotowała. Jak najbardziej zasłużenie, czego dowodzi nowy jej album - „A Mad And Faithful Telling" (teraz edycja winylowa).

DeVotchKa to jeden z tych wykonawców, którzy odpowiedzialni są za bodaj najbardziej interesujący nurt we współczesnym niezależnym rocku, a do których można zaliczyć również Sufjana Stevensa, Beirut, Gogol Bordello czy, po części, Fiery Furnaces z okresu „Rehearsing My Choir". Z tak wielką nonszalancją ci wykonawcy demolują gitarowy etos tej muzyki i zapuszczają się na muzyczne terytoria dotąd wręcz zakazane dla rocka, że nie wiadomo, co w nich najpierw należy podziwiać. Czy straceńczą odwagę, z jaką to czynią, czy też niekonwencjonalne efekty ich przewrotnej kreatywności. Zespół DeVotchKa powstał w Denver w 1997 roku z inicjatywy Nicka Uraty (śpiew, gitara, trąbka), Jeanie Schroder (suzafon, kontrabas) i Shawna Kinga (instr. perkusyjne), z czasem poszerzając swoje i tak już niezwykłe instrumentarium o skrzypce, mandolinę i akordeon. Dopiero jednak ich trzeci album, „How It Ends" (2004) wydany przez renomowany sublabel Epitaphu, Anti-, pozwolił im wychynąć poza status najlepiej strzeżonej tajemnicy stanu Colorado. Rzeczywiście, miks muzyki cygańskiej z Europy środkowo-wschodniej, polki, dętej bombastyczności kapel mariachi, nostalgii spaghettiwesternowych soundtracków oraz kabaretu po prostu był nie mniejszym objawieniem niż dekadę wcześniej eksperymenty intergatunkowe Stereolabu w Wielkiej Brytanii czy Calexico w USA. No i wreszcie jest to, na co ci wszyscy, którzy cztery lata temu dali się uwieść muzycznemu szaleństwu DeVotchKi, czekali z nadzieją, ale i obawą. Po wysłuchaniu „A Mad And Faithful Telling", stare obawy znikają bez śladu. DeVotchKa to mistrzowie w swojej specjalizacji, dokładnie świadomi efektu, jaki chcą osiągnąć. Nawiązują więc do swych pierwotnych fascynacji (cygańskich w „Basso Profondo", westernowo-meksykańskich w „Head Honcho", lecz nigdy nie w sposób jednoznaczny), ale równie pewnie wprowadzają też nowe elementy, jak choćby walczyk „Strizzalo", jakby zawierający aluzję do dawnych soundtracków Nina Roty ozdabiających filmy Federico Felliniego, czy mający w sobie coś z pieśni neapolitańskich „Undone". Pięć lat temu DeVotchKa była intrygującą ciekawostką. Dziś to jeden z tych zespołów, którzy każą ufnie patrzeć w przyszłość indie-muzyki.