49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 24.04.2006

Label: ROUGH TRADE

ROUGH TRADE

To miały być dwa albumy wydane jednocześnie. „Rehearsing My Choir", poświęcony wspomnieniom z chicagowskiej młodości starej, doświadczonej babuni i „Bitter Tea", rejestrujący uczucia małej dziewczynki, która po równo - ze strachem i ciekawością - wchodzi w dziewczęcość i kobiecość. Coś jakby replika zderzenia na progu epoki romantycznej „Pieśni doświadczenia" i „Pieśni niewinności" Williama Blake'a, teraz przełożonych na język współczesnej muzyki rockowej (?), popowej (?), czy Bóg jeden wie jakiej, która niby czołg miażdży wszelkie międzygatunkowe granice i rozjeżdża na miazgę przyzwyczajenia słuchacza. Jednak nawet znana z odwagi firma Rough Trade nie zdecydowała się na taki podwójny nokaut.

„Rehearsing My Choir" mógł okazać się ze swym kapryśnym, „radiowym" tokiem narracyjnym i brakiem chwytliwych melodii jednym z najtrudniejszych i najbardziej ekscentrycznych albumów koncepcyjnych w historii rocka. Ale też nikt, kto - tak jak rodzeństwo Matthew i Eleanor Friedbergerów - z taką samobójczą nieomal odwagą nie podejmuje ryzyka wytyczania nowych możliwości dla rocka, nie może dziś liczyć na dłużej niż 15 minut pamięci. O ile ta płyta w przyszłości - co do tego nie ma wątpliwości - będzie wspominana podobnie, jak „Freak Out" Mothers Of Invention czy „Trout Mask Replica" Captaina Beefhearta, tak „Bitter Tea" wydaje się być w jej kontekście kompromisem. Ale po fieryfurnace'owemu - kompromisem wrednym, w którym popowe melodie i ich zmysłowo-naiwna interpretacja wokalna (Eleanor) zderza się z instrumentacjami (Matthew), w których sztuka spotyka się z tandetą, elementy opery buffo z hałasem salonów pachinko i salonami gier komputerowych, pastisze popularnych stylów z barokowym patosem, muzyka fusion z czymś między Lennonem a Pink Floyd, prog rock i psychodelia z kabaretem i saloonami z rozklekotanymi pianinami, nostalgiczne pozytywkowe motywy z tandetną elektroniką. Inżynier Mamoń z „Rejsu" powiedział, że najbardziej lubi te piosenki, które już słyszał. The Fiery Furnaces doprowadziliby go do skrajnej rozpaczy.

Więcej informacji:
http://www.myspace.com/fieryfurnacesfolife