49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 15.08.2005

Label: ROUGH TRADE

ROUGH TRADE

Sufjan Stevens przejdzie bez wątpienia do historii, jeśli starczy mu życia i talentu, by zrealizować 50 albumów, poświęconych 50 stanom Ameryki. Druga z tego cyklu płyta, poświęcona Illinois, każe życzyć Stevensowi długiego życia, by swój projekt doprowadził do końca.

W 2003 roku powstał pierwszy z owych stanowych albumów, "Greetings From Michigan: The Great Lakes State" i został uznany za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych na niezależnej scenie. Dopełnił go wydany rok później "Seven Swans", wprawdzie nie poświęcony jakiemuś konkretnemu stanowi, ale za to refleksjom i rozważaniom o historii, ideałach, nadziejach, snach i koszmarach Ameryki. Po tym równie wybitnym muzycznie i literacko intermedium (a może nieco spóźnionym wstępie do owego gigantycznego projektu?) Stevens wziął pod lupę Illinois, a w szczególności jego stolicę Chicago, a rezultatem jest najnowszy album "Come On Feel The Illinoise". Jest tu coś o muzykach, takich jak Jelly Roll Morton i Louis Armstrong, którzy przybywali tu z Nowego Orleanu i przywieźli z sobą jazz, jest coś o gangsterach, wielkiej światowej wystawie kolumbijskiej, słynnym wieżowcu Sears Tower, ludziach z przeszłości, tak róznych jak Carl Sandburg i osławiony seryjny morderca John Wayne Gacy Jr., jest tu również coś o licznej w tym mieście Polonii i szczególnie uroczystych tu obchodach Dnia Pułaskiego. A wszystko to podane w niezwykle róznorodnej i bogatej oprawie muzycznej, czerpiącej praktycznie ze wszystkich istniejących w Ameryce gatunków muzyki ludowej i popularnej. Od folku (o oczywistym tu północnym odcieniu), przez rock i elementy jazzu, po musical i wodewil.

Co ciekawe, w przypadku tego artysty nie ma mowy o porywaniu się z motyką na słońce. Stevens - od początku swej kariery współpracujący z grupą rodzinną Danielson Famile - już dwoma pierwszymi swoimi albumami "Sun Came" (2000) i "Enjoy Your Rabbit" (2001) udowodnił, że jest wybitnym kompozytorem, multiinstrumentalistą (na "Michigan" grał na 20 instrumentach) i utalentowanym poetą, obdarzonym niebywałym zmysłem obserwacyjnym. Nie jest on przy tym jakimś amerykańskim odpowiednikiem Mike'a Oldfielda. Pod względem technik nagraniowych najbliżej mu do Stereolabu (choć akurat na "Illinoise" jest to mniej oczywiste), ale przede wszystkim do Jima O'Rourke'a, członka Sonic Youth, który indywidualnie od kilku lat realizuje podobnie ambitny projekt: cykl albumów, z których każdy poświęcony jest jakiemuś filmowi kultowego reżysera Nicolasa Roega.