74.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: VINYL

Data premiery: 09.02.2009

Label: XL RECORDINGS

XL RECORDINGS

Drugi album - w dwupłytowej wersji winylowej - firmowany przez The Raconteurs.

Tym razem przedpremierowego zgiełku nie było - nie tak, jak przed dwoma laty, kiedy ukazanie się „Broken Boy Soldiers" obtrąbiano wszem i wobec jako dzieło supergrupy z Detroit, którą stworzyli Jack White z The White Stripes (tak naprawdę, to jedyna supergwiazda w tym ensemble'u), jego stary przyjaciel z Detroit, singer-sonwriter Brendan Benson oraz dwójka dojeżdżających z Cincinnati muzyków z grupy Greenhornes: perkusista Patrick Keeler i basista Jack Lawrence. Milczenie spowijające ukazanie się „Consolers Of The Lonely" oraz ścisłe embargo na prezentację nagrań z płyty (nawet singla „Salute Your Solution"), obowiązujące do 25 marca, kiedy album znajdzie się w sklepach prawdziwych i wirtualnych, to jednak nie jest jakiś kolejny przejaw ekscentryczności White'a i kolegów. To przemyślany zamach - kolejny, jeśli go umieścimy w szerszym kontekscie ostatnich posunięć Radiohead, The Charlatans, Nine Inch Nails czy R.E.M. - na reklamowe, marketingowe i wydawnicze dogmaty przemysłu muzycznego. The Raconteurs, nagrawszy cały album w ciągu tygodnia na początku marca, odcięli się zdecydowanie od medialnej machiny promocyjnej, mielącej każdy produkt, jaki dostanie się w jej tryby na trywialną, mdłą papkę. „Chcieliśmy, aby ta płyta dotarła do fanów, prasy, radia, itd., DOKŁADNIE W TYM SAMYM CZASIE, tak aby nikt nie miał nad nikim przewagi w zakresie dostępności do niej, odbioru czy percepcji - tłumaczy swym fanom zespół. - The Raconteurs woleliby, aby to wydawnictwo nie było definiowane przez wskaźniiki jego sprzedaży w pierwszym tygodniu, przedpremierową promocję, czy kogoś, kto ZA WAS dokona jego interperetacji, zanim wy sami go wysłuchacie".Przekładając z angielskiego na polski, a potem z polskiego na nasze, to, mówiąc krótko, nic innego, tylko wyzwanie rzucone mediom, które w swych weekendowych wydaniach zwykle nicują na wszystkie strony wszystko to, co ma dotrzeć do fanów w poniedziałek. Jednak The Raconteurs nie idą na wojnę z dziennikarzami, oni jedynie mówią im: „ Chcemy to zrobić po swojemu". Aby na coś takiego się poważyć trzeba mieć - taka jest prawda - mocną pozycję na rynku. A taką mają i sam White - bezdyskusyjnie najciekawsza postać w rocku, jaka wyłoniła się z nurtu nowej nowej fali po 2000 roku - i The Raconteurs po sukcesie komercyjnym i prestiżowym albumu „Broken Boy Soldiers". Trzeba mieć również - a może przede wszystkim - niezachwianą wiarę w zwycięstwo swojej artystycznej wizji nad marketingiem„Consolers Of The Lonely" wiarę usprawiedliwia. To konsekwentna kontynuacja „Broken Boy Soldiers", na którym The Raconteurs z nonszalancją, ale i miłością złożyli za jednym zamachem hołd i rockowej tradycji, i dziedzictwu ludowej muzyki amerykańskiej. Nie inaczej jest teraz, w końcu taka była idea, przyświecająca od początku twórczości zespołu. White przecież w ciągu krótkich dwóch lat nie przestał kochać bluesa, country i garażowego rocka, a Benson - Beatlesów, Stonesów i innych wykonawców z lat 60. i pierwszej połowy 70. Jeśli jednak debiutancki album zawierał 10 stylowych, doskonale skrojonych na miarę dawnych singlowych hitów utworów, to „Consolers Of The Lonely" wyraźnie aspiruje do kategorii albumów koncepcyjnych. Nie tyle może tych podporządkowanych bardzo wyrazistej fabule, jak rock-opery The Who (choć do mniejszych dramaturgicznych form tego zespołu, jak „Baba O'Riley", są tu wyczuwalne aluzje, choćby w „Rich Kid Blues"), ile tych utrzymanych w bardziej abstrakcyjnej i wielowątkowej stylistycznie poetyce, jak klasyczne dzieła gatunku: „Sergeant Pepper's Lonely Hearts Club Band" The Beatles, „S.F. Sorrow" The Pretty Things czy „Village Green Preservation Society" The Kinks. Pewnie dlatego The Raconteurs podkreślają w swych oświadczeniach, że najlepiej ich nowej płyty słuchać na winylu i dążą do tego, by w sprzedaży internetowej sprzedawano go wyłącznie w całości, a nie na pojedyncze piosenki. To jednak ze względów technicznych nie jest chwilowo możliwe, ale podobno ma wkrótce być, tak że detaliści wszystkich krajów, spieszcie się!Na sklasyfikowanie w kilku słowach wszystkich terytoriów, po jakich grasują The Raconteurs na „Consolers Of The Lonely" trzeba by pewnie dysertacji o objętości pracy magisterskiej. Co jednak - obok oczywistych rewizyt w miejscach narodzin bluesa i country („Old Enough", „Pull The Blanket Off") - rzuca się w oczy i uszy, to zaabsorbowanie hard i blues-rockiem wczesnych lat 70., jakby z okolic Led Zeppelin, Free i Stonesów z okresu „Exile On Main Street" („Consoler Of The Lonely", „Salute Your Solution", „Hold Up"), lecz również, dla przeciwwagi, w miejscach wcześniej eksploatowanych przez Boba Dylana, Grama Parsonsa i Neila Younga. Co u The Raconteurs jest nowością, to odwiedziny w legendarnym studiu Muscle Shoals, gdzie powstawały klasyczne nagrania gospels i soul, co dokumentują znacząco podkreślone grą sekcji dętej utwory „The Switch And The Spur" i „Many Shades Of Black". Nic jednak nie jest tu jednoznaczne, łatwo dające się zaszufladkować czy zdefiniować. To co z talentów, erudycji i ambicji członków The Raconteurs powstało, to imponująca, w pełni autorska panorama płynnie przenikających się i wzajemnie inspirujących tradycji: tych starych, kształtujących muzyczną tożsamość Ameryki w czasach przedrockowych, jak i nowszych, właśnie rockowych - kosmopolitycznych, będących już domeną globalnej popkultury.