49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 04.02.2013

Label: K7

K7

Bardzo łatwo jest zmienić nostalgię w coś negatywnego. W najlepszym wypadku jest to próba świętowania najlepszych rzeczy z przeszłości i pokazanie ich we współczesnym kontekście, w najgorszym to narzekanie, że dziś już nic nie jest tak dobre jak było kiedyś.


Hercules & Love Affair zawsze należeli do tej pierwszej kategorii. Andy Butler wziął klasyczne house'owe i dyskotekowe dźwięki i użył ich do stworzenia muzyki tanecznej, z jedną nogą będącą ciągle w przeszłości, drugą szalejącą na współczesnym parkiecie. Dobrze oceniona i fachowo wykonana równowaga.
To samo dotyczy setu DJ Kicks przygotowanego przez Hercules & Love Affair, który obejmuje zakres od protoplastów house'u, przez nowojorskie złote lata dziewięćdziesiąte, do utworów chicagowskich i współczesnej wizji muzyki house. To jest mix, który przynosi sporo starej muzyki, ale nie jest przy tym przestarzały. Przyjemnie jest przypomnieć sobie, dlaczego lubię stare płyty - mówi Butler. Naturalnie zanurzam się w klasycznych brzmieniach. Jeśli chodzi o taniec, bardziej pobudza mnie do poderwania się, gdy w nagraniu jest więcej znaczeń i wymiarów. Mix rozpoczyna Don't Keep Me Waiting Mankind, dyskotekowy rytm, który brzmi jakby powstał w 1982 roku. Jednak tak naprawdę datowany jest na 1997. Odkryłem ten utwór gdy miałem 17 lat. To był pierwszy raz kiedy poruszyło mnie to stare brzmienie. Wróciłem do Denver i zacząłem grać muzykę, która była mieszanką elektronicznego disco i wczesnego house'u. To miało na mnie duży wpływ. Następnie pojawia się seria utworów z późnych lat osiemdziesiątych/początku dziewięćdziesiątych, będących połączeniem house'u, new beat i wczesnej technologii samplingu. Jak w Strut Your Techno Stuff Fax Yourself. W tym utworze jest wiele dziwaczności. Uwielbiam sięgać po ten styl. Jednak wśród tych utworów retro, znalazło się także nagranie stworzone specjalnie dla tego mixu. Nazywa się Release Me. Zawiera partię wokalną w wykonaniu Whitney Fierce. Robi ze swoim głosem coś w stylu Bananaramy. Postanowiłem to w stylu wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Wyciągnęliśmy stary sprzęt, wczesne samplery, aby uzyskać słabszą jakość dźwięku. Brzmi to naprawdę surowo. To jest bardzo autentyczne dla tego rodzaju produkcji, jakby Stock Aitken Waterman spotkali się z Haciendą. Obecną fascynacją Butlera stanowią Victor Simonelli i DJ Duke, producenci z lat dziewięćdziesiątych. Są tam trzy piosenki Victora Simonelliego - mówi Butler. Wśród nich ostatni utwór Africa Freedom (Cape Town Club Mix), zrealizowany pod szyldem Z.A.M. Ta piosenka coś dla mnie znaczy od bardzo dawna, od czasów gdy chodziłem na imprezy do magazynów. To był zawsze nasz poimprezowy hymn. Pomyślałem, że zabawnie byłoby go tu umieścić. Jako odniesienie do moich nastoletnich lat, gdy chodziłem po klubach i imprezach. To było jeszcze zanim nadszedł mój czas, ale już sobie z niego zdawałem sprawę. Miałem piętnaście lat, gdy się w tym znalazłem. Miałem piętnaście lat gdy kupowałem wczesne płyty Junior Vasquez, więc znałem brzmienie Sound Factory. Wkrótce potem poznałem brzmienie Zanzibar, te garażowe rzeczy z New Jersey. Wszystkie z tego regionu bardzo mnie interesowały. Utwory Duke'a i Simonelliego miały tyle energii, ale były przy tym bardzo minimalistyczne i bardzo głębokie. Kontrast pomiędzy huczącymi, niemal brutalnymi rytmami, a naprawdę głębokimi, obfitymi wibracjami, był niezwykle potężny. Na tle całego miksu słychać głos, który zainspirował guru Butlera, nauczyciel jogi  Parahamansa Yogananda. Uczyłem się technik medytacyjnych i jogi - mówi Butler. Chciałem wprowadzić tu aspekt duchowy, bo pod pewnymi względami kluby nocne, w swojej głupocie, przynoszą też dla wielu ludzi rodzaj religijnego doświadczenia. Tak jak dla mnie, gdy byłem młody. Jak słuchałem takich ludzi jak Francois Kevorkian, zabierał mnie dosłownie w inne miejsce. Miałem noce, kiedy tańczyłem godzinami, spocony, pochłonięty bez reszty. Podochodzili do mnie ludzie i pytali się, na czym jadę? Odpowiadałem, że niczego nie brałem, ale przeżywam właśnie chwilę duchowego uniesienia. I chciałem trochę tego oddać w tym mixie. Tak więc ten album jest nauką. Nie tylko o dźwiękach z przeszłości, ale także o tym, czym w ogóle jest muzyka taneczna. Muzyka, która zachęca do poruszania, ale która także łączy się ze słuchaczem na wyższym poziomie. Prawdziwie klasyczna rzecz.