49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 29.08.2011

Label: K7

K7

Nowy album niegdyś pionierów, a dziś weteranów brytyjskiej sceny rapowej - tandemu Nick Hallam i Rob Birch - którzy, w co trudno uwierzyć, zadebiutowali w 1989 roku.

Oryginalność, z jaką Stereo MC's łączyli rap, breakbeaty i soulową melodykę zaowocowała globalnym sukcesem ich trzeciego albumu, „Connected", który w 1994 roku zdobył dwie Brit Awards i sprzedał się w wielomilionowym nakładzie. Grupa zamieniła kluby na stadiony i przez dwa lata objeżdżała świat z gwiazdami kalibru U2 czy Petera Gabriela. Zmęczenie dało o sobie znać, Hallam i Birch poświęcili się własnym projektom i przypomnieli o sobie dopiero w 1999 roku, kiedy firma K7 wydała album z ich nowymi utworami w serii „DJ-Kicks". Następne albumy „Deep Down And Dirty", „Paradise" i stawiający na elektronikę „Double Bubble" były interesującymi, a momentami wręcz fascynującymi próbami nawiązania do dawnych wątków i przerzucenia pomostu między dawno już minionym „złotym wiekiem" rapu, a współczesnymi trendami muzycznymi. Talent i niekonwencjonalny sposób łączenia różnych elementów muzyki, rzadka umiejętność godzenia fanów rapu, soulu i muzyki pop zapewnił Stereo MC's przetrwanie w gatunku muzycznym, którego gwiazdy na ogół raczej szybko gasną. Nagrywając „Emperor's Nightingale" Hallam i Birch i tym razem - mimo upływu 22 lat od debiutu - zaskakują. Tak jak zaskoczyli na „Connected" całkowicie rezygnując z sampli i ograniczając swoje brzmienie do naturalnych dźwięków instrumentów. Zmienili radykalnie styl pracy, dopuścili do współpracy, jako współkompozytorów, innych muzyków i to tak zaskakujących, jak Bruce Woolley, raczej znany z kolaboracji z Trevorem Hornem w latach 70. i 80. czy tandem Nathan Drake i Greg Fleming, bardziej znany jako Deekline & Wizard (studio) lub The London Punks (na żywo). Także repertuar powstał w sposób bardziej oldskulowy, bo podczas studyjnych jam sessions, a nie jak dotąd - wskutek selekcji i łączenia sampli i beatów. No i Birch śpiewa - rapowania tu jak na lekarstwo. Płyta na pewno zaskoczy słuchaczy, ale też i po dwóch dekadach wspólnej pracy obaj muzycy mają prawo poczuć się wolni od zobowiązań wynikających z ich zaklasyfikowania do szufladki z etykietką hip hop i postawić na ewolucję swojej muzyki.