74.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: VINYL

Data premiery: 19.09.2014

Label: XL RECORDINGS

XL RECORDINGS

Album z 2006 roku, najbardziej oczekiwany album w tamtym czasie - a to dlatego, że firmuje go Thom Yorke, jeden z najbardziej rozpoznawalnych i dystyngowanych głosów we współczesnym rocku.


Każdemu wiadomo, że ten głos i zabarwiona egzystencjalną refleksją i melancholią interpretacja tekstów definiuje od samego początku stylistyczną tożsamość Radiohead. Jednak jak zabrzmi on solo, pozostawało aż do 10 lipca, daty premiery „The Eraser", wielką niewiadomą. Dziś, kiedy ta niewiadoma jest już wiadomą, nie ma wątpliwości, że jest to jedna z najprzyjemniejszych niespodzianek roku.

To oczywiste, że o dzisiejszej pozycji Radiohead jako megagwiazdy współczesnego rocka decydował nie tylko unikatowy głos Yorke'a, ale każdy z towarzyszących mu muzyków. Czy był to debiutancki album „Pablo Honey" z 1993 roku, kiedy nikomu nie znany zespół z uniwersyteckiego Oxfordu startował w barwach Britpopu i z kilkoma innymi pomniejszymi wykonawcami przez dwa najbliższe lata miał stanowić tło dla zmagań o palmę pierwszeństwa dwóch gwiazd nowego nurtu, Oasis i Blur, czy był to przełomowy „The Bends" (1995), który oznaczał awans do pierwszej ligi brytyjskiej, czy wreszcie pomnikowy „OK Computer" z 1997, który z dnia na dzień uczynił zespół najważniejszym wykonawcą końca dekady lat 90. i dziś figuruje w ścisłych czołówkach wszystkich ankiet na najlepsze albumy rockowe wszech czasów. Nawet niespodziewany zwrot w stronę eksperymentalnego rocka („Kid ‘A'" i „Amnesiac") nie były w stanie zagrozić prominentnej pozycji Radiohead - już w skali globalnej. Gdy pojawiła się pogłoska o nagrywaniu przez Yorke'a solowej płyty, nieuchronnie pojawiły się wątpliwości i obawy, jak on sam da sobie radę bez kolegów, nawet jeśli otrzyma wsparcie nadwornego producenta Radiohead, Nigela Godricha? Odpowiedź po przesłuchaniu płyty na postawione wcześniej pytanie brzmi: znakomicie, co zresztą już raz udowodnił, choć na nieporównanie mniejszą skalę. Chodzi o poruszająco piękny duet z Björk w piosence „I've Seen It All" z filmu „Tańcząc w ciemnościach" Larsa Von Triera z 2000 r.
„The Eraser" jako album napisany i zaprojektowany ubiegłego lata w domowym zaciszu, przy pomocy jakiegoś niezbyt wyszukanego instrumentu klawiszowego, a następnie nagrany w studiu w Londynie na głos, gitarę akustyczną i laptop, może być rzeczywiście - jak mówi Yorke - wyrwany z kontekstu muzyki Radiohead. Jednak wysoka jakość skomponowanych przez wokalistę piosenek, bo jest to album raczej piosenkowy, potwierdza, że jest on nie tylko głosem, ale także mózgiem i duszą zespołu. Jednocześnie „The Eraser", z racji swego bardziej kameralnego, by nie powiedzieć minimalistycznego, elektronicznego brzmienia, podkreśla szczególnie silnie refleksyjną, wrażliwą na wszelkie zmiany nastrojów naturę Yorke'a (koronnym tego przejawem jest przepiękny, napisany w Nowym Jorku tekst utworu „And It Rained All Night") i jego znane przecież doskonale z nagrań Radiohead szczere aż do bólu zaangażowanie w żywotne sprawy tego naszego świata. Nie tak nachalne, jak slogany wypisywane na transparentach, co jest raczej specjalizacją często irytującego, zawodowego dobrodzieja ludzkości Bono, ale przecież nie mniej wyraziste i słyszalne, czego dowiódł dobitnie zdecydowanie antybushowski  album „Hail To The Thief" (2003). Tym razem obiektem szczególnej troski Yorke'a jest nasza zdewastowana, rabunkowo eksploatowana planeta, która reaguje na popełniany na niej gwałt grożącymi katastrofą zmianami klimatycznymi. W utworze „The Clock", mającym charakter ostrzeżenia, Yorke zdaje się mówić, że zegar tyka nieubłaganie, ale wciąż jeszcze jest czas, by się opamiętać. I zacząć działać naprawdę, a nie bezproduktywnie paplać, jak to czynią politycy. o tym, że coś z tym problemem trzeba by zrobić. Ostrzeżeniem, ale innego rodzaju w kontekście niebezpiecznie zaostrzającego się konfliktu USA z dążącym do posiadania broni jądrowej Iranem jest utwór „Atoms For Peace". A co do fanów Radiohead, mogą spać spokojnie. Zespół jest w trasie i w przeddzień wydania nowego, siódmego studyjnego albumu. A zresztą, skoro gitarzysta Radiohead, Jonny Greenwood, mógł nagrać solowy album („Bodysong", 2003), dlaczego nie miałby tego zrobić Yorke?