49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 15.10.2007

Label: ROUGH TRADE

ROUGH TRADE

"Ze swymi ośmioma albumami wydanymi w ciągu 14 lat (nie licząc bocznych projektów i solowych wypadów) ci psychodeliczni walijski superherosi niezmiennie zawstydzają pomniejsze zespoły swoją biegłością, wyobraźnią i niewymuszoną głębią". Tak - w kontekście nowego albumu "futrzaków" - pisze recenzentka "Observera". Święte słowa, chciałoby się powiedzieć po wysłuchaniu "Hey Venus!".

Super Furry Animals są wścibscy. Podążając pewnie szeroką aleją gitarowego rocka, lubią zaglądać do bocznych uliczek, zwabieni dobiegającymi z nich dźwiękami. Zawsze jednak, zrobiwszy kilka dźwiękowych fotek, wracają na swój ubity szlak - wzbogaceni o nowe doznania. Tak było w przypadku poprzedniego albumu "Love Kraft" - który, jak wieloznaczna nazwa wskazuje - miał być sumą ekskursji na terytoria starego psychodelicznego popu grupy Love i krautrockowej elektroniki Kraftewerk oraz mrocznych klimatów niesamowitych opowiadań H.P. Lovecrafta. Trzy spenetrowane za jednym zamachem zaułki to dosyć, by wrócić na dzienne światło realrocka. I tym powrotem jest "Hey Venus!" - prawie czterdzieści minut doskonałej muzyki gitarowej, w której SFA odwołują się do złotych lat popu (który zawsze był ich siłą napędową), by przemycić w nim swe świeżo nabyte doświadczenia: emanujące z całej płyty przesłanie miłości (Love), przewrotnie kłócące się z rzeczywistością skonfliktowanego i zionącego nienawiścią świata, w której pogrążył się współczsny rock, i wzbogacenie tkanki swych nowych utworów tak dyskretną, że prawie niezauważalną kraftwerkową elektroniką. Efekt jest magiczny. Otwierający płytę, pseudostadionowy rock "The Gateway Song", trwający krótko jak sen małolata o gwiazdorstwie, kończący się nagłym przebudzeniem z ręką w nocniku, narzuca całej płycie ton lekkiej - ale pogodnej, co warto podkreślić - ironii. W tym tonie utrzymane są lekko pastiszujące utwory "Show Your Hands" (George Harrison?), "The Gift That Keeps On Giving" (Motown?), walczykujący "Carbon Dating" (miks "Strawberry Fields Forever" i ballad spod znaku Paula Anki?), "Suckers" ("You've Got That Loving Feeling" Burta Bacharacha?) czy "Battersea Odyssey" (Roy Orbison?). Futrzaki bawią się konwencjami, a jednocześnie przydają jej semantycznej głębii. Nic tu nie jest przypadkowe, wszystko jest głęboko przemyślane i z lekkością tanecznych kroków Freda Astair'a "wytańczone". To wielki album. Czapki z głów.