49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: VINYL

Data premiery: 20.02.2012

Label: WARP

WARP

Chociaż pięciu muzyków My Best Fiend mieszka na Brooklynie, muzyka, którą tworzą rezyduje zupełnie gdzieś indziej: w przestworzach, w świecie ze snu, raz jest niepokojąca, innym razem podnosząca na duchu. Na In Ghostlike Fading, pierwszej płycie nagranej dla Warp Records, ich piosenki są jak marzenia, łączące wspaniałe przestrzenne partie klawiszy, chropowate brzmienie gitary i zawodzący głos.


Wyciszone, folkowo brzmiące zwrotki prowadzą do głośnych rockowych refrenów, wzmocnionych przez harmonie wokalne w wykonaniu zaproszonych przyjaciół i gwiazdy (zwielokrotnione przez rozkręcony reverb). Rozpoczynający album halucynogenny Higher Palms, ma brzmienie mogące kojarzyć się z współczesną wersją słynnej „ściany dźwięku" Phila Spectora. Teksty Fredericka Coldwella, głównego wokalisty My Best Fiend, balansują pomiędzy dekadencją a skruchą, pomiędzy wewnętrznym przymusem a pokutą, pokazują portrety postaci po przejściach, które żyją po to, by opowiedzieć swoją historię. My Best Fiend zapożyczyło nazwę od dokumentalnego filmu Wernera Herzoga z 1999 roku, w którym zaprezentował sylwetkę swojego przyjaciela, współpracownika, a chwilami także wroga, Klausa Kinsky'ego. Ta fraza przybliża ścisły związek pomiędzy takimi emocjami jak miłość i szaleństwo, nieodłączne zarówno w sztuce, jak i życiu... A poza tym, brzmi cholernie fajnie. Zespół powstał jako duet, który utworzyli grający na elektrycznym fortepianie, urodzony w Kansas, Kris Lindblade oraz Coldwell, gitarzysta i wokalista pochodzący z Filadelfii. Jak zauważa Lindblade, od samego początku dyskutowali na temat idei przeciwstawienia grania organicznego z elektroniką. Pomogło im w tym zaproszenie nowych muzyków. Zaczęło się od perkusisty Joseph Noll, aż w końcu grupa rozrosła się do pięcioosobowego składu, o drugiego klawiszowca Paula Jenkinsa i nowego basisty Damiana Genuardi (kolegi Coldwella z dzieciństwa oraz weterana z hardcore'owej legendy The Explosion). Choć teksty dostarcza Coldwell, ten sugestywny przekaz My Best Fiend jest wynikiem zespołowego wysiłku. Materiał pierwszych kształtów nabiera w sali prób w Bushwick, starając się, by aura tego miejsca przeniknęła do piosenek. Ważniejsze jednak niż sceneria jest bliska i stała interakcja muzyków, która determinuje brzmienie. Osiągamy atmosferę nagrania przez słuchanie siebie nawzajem - mówi Genuardi, najnowszy członek zespołu. Ja pochodzę z punkrockowego zespołu i nauczyłem się pracując z nimi, że kiedy nie grasz, możesz być bardziej efektywny, niż wypełniając nutami każdą lukę. Większość płyt było nagranych na żywo i gdy to robimy, uważniej słuchamy siebie nawzajem i mądrzej wypełniamy przestrzeń między nami. My Best Fiend utwory na In Ghostlike Fading zarejestrowali na Vacation Island w Williamsburgu, ze współproducentem, realizatorem i właścicielem studia Mattem Boyntonem (Gang Gang Dance, MGMT, Beirut), starym przyjacielem zespołu, który pomógł im podczas pracy nad trzyutworową EP-ką Jesus Christ, która poprzedziła podpisanie kontraktu z Warp. Utrzymujemy to w rodzinie - mówi Lindblade. Niektórych ludzi zapraszamy do śpiewania, jak artystów z którymi graliśmy koncerty lub których występy oglądaliśmy. Wśród nich znalazła się Shannon Funchess z Light Asylum, która zaśpiewała w ODVIP i Cracking Eggs, a także tak cenieni artyści jak skrzypaczka Anni Rossi. Wstępne ścieżki powstają szybko, a potem kwintet skupia się na dogrywkach, dodając i odejmując różne warstwy, odkrywając, że - jak mówi Lindblade - szkielet płyty, atmosfera i wibracje wynikają z doświadczenia rejestracji tych pierwotnych ścieżek. Tworzenie tego albumu było intensywnym doświadczeniem - podkreśla Coldwell. Dla wszystkich zaangażowanych to był bardzo emocjonalny czas. Proces, podczas którego w prosty sposób próbowaliśmy wyrazić coś tak złożonego i dla nas tak ważnego, od znalezienia właściwego tempa, do znalezienia idealnej palety dźwięków, był naprawdę czymś trudnym. Ale wraz z jego najbardziej refleksyjnymi fragmentami, In Ghostlike Fading przynosi rześkie poczucie buntu, atrakcyjną bezczelność, obecną od pierwszego refrenu Higher Palms. Hipnotyczne melodie My Best Fiend są porównywane do Spiritualized i okraszone ścianą dźwięku w stylu Jesus And Mary Chain, a także Explosions In The Sky. In Ghostlike Fading ma luźną, impresjonistycznie płynąca narrację, która rozwija się w przeciągu dziewięciu piosenek, a czego kulminacją jest ponad siedmiominutowy finałowy On The Shores Of The Infinite. Jest jak dostrzeżenie światła na końcu tunelu. Album nie został pomyślany w ten sposób, ale Coldwell przyznaje: Czasami rzeczy ujawniają się w trakcie procesu i po posłuchaniu sam zacząłem odbierać go w ten sposób. To przejście stanowczo jest liniowe. Powracającym tematem na płycie jest wiara, a właściwie jej brak. Co najbardziej słychać w I'm Not Going Anywhere. Z drugiej strony, Jesus Christ jest jak lament ćpuna, z ODVIP w postaci będącego przestrogą epilogu. Coldwell: Byłem trochę zaskoczony - ciągle jestem - jak ta płyta jest nasycona tematami religijnymi. To była ważna część mojego wychowania i jak mi się wydaje, w moich tekstach, używam ich jako probierza, dla rożnych pojęć i uczuć. W moim przypadku ta wewnętrzna walka najlepiej wyrażana jest poprzez religijne pojęcia, ponieważ tam się zetknąłem z nimi po raz pierwszy. Byłem wychowywany w rodzinie katolickiej, moja mama była przez dziesięć lat zakonnicą. Potem opuściła kościół z wielu powodów. Ma silną koncepcję wiary, ale zarazem jest bardzo, ale to bardzo podejrzliwa wobec religijnych instytucji. Z czasem zaraziła tym mnie i mojego brata. Walczę z przekonaniem, że te rzeczy są w konflikcie i chciałem to wyrazić na albumie. Zintegrowane z In Ghostlike Fading bardzo osobiste słowa, stają się zarazem uniwersalną opinią. Jak podsumowuje Coldwell: Są pokrewne z duchowymi wibracjami, sposobem by nie czuć się samotnym, by utrzymać przy życiu niektóre z własnych duchów.