49.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 25.01.2010

Label: MATADOR

MATADOR

Jeśli ktoś stracił nadzieję, że już nie da się nic oryginalnego wycisnąć z synth-rocka i synth-popu lat 80., niech sięgnie bez lęku po album z mroczną muzyką grupy z Filadelfii, założonej przez weteranów Some Girls, Xiu Xiu i Prurient.


Już pod koniec ubiegłego roku zza oceanu dobiegały intrygujące poszeptywania o nowej elektro-popowej grupie Cold Cave, w dwóch trzecich z Filadelfii i jednej trzeciej z Nowego Jorku. Już sama jej nazwa jako żywo budziła skojarzenia z niegdysiejszym brytyjskim nurtem, zwanym cold wave, co już jednoznacznie odsyłało nas do epoki krótkiej, błyskotliwej kariery Joy Division. Założycielem zespołu i pierwotnie jedynym jej członkiem był Wesley Eisold, wcześniej wokalista hardcore'owych i noise-rockowych formacji Some Girls i Give Up The Ghost, a bliżej nam w czasie - już bardziej zorientowanych na elektronikę projektów XO Skeletons i Ye Olde Maids. Gdy pierwsze jego nagrania demo, zrealizowane z pomocą zabytkowych analogowych syntezatorów, oraz EP-ki „The Trees Grew Emotions And Died" i „Painted Nails" wydane przez mikroskopijny nowojorski label Hospital Productions wzbudziły zainteresowanie, Eisold pozyskał do współpracy Caralee McElroy, wokalistkę dotąd związaną z kultową grupą Xiu Xiu oraz właściciela Hospital Records, Dominicka Fenrowa, muzyka związanego z hardcore'owym Prurient.

Doświadczenia hardcore'owo-noise'owe płynnie połączyły się z fascynacjami elektroniką z końca lat 70. i pierwszej połowy następnej dekady. Cała trójka połączyła w swej twórczości pełną brudów i szumów eksperymentalną muzykę wykonawców w rodzaju Suicide, Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle czy Chris And Cosey z dźwiękowymi kolażami z okolic Colourbox, motoryką New Order i melodycznością bardziej na pop nastawionych, lecz ambitnych zespołów, jak wczesny The Human League, New Order, Depeche Mode z okresu „Construction Time Again", a nawet Yazoo. Głęboki baryton Wesa przywołuje dodatkowo skojarzenia tak z Ianem Curtisem z Joy Division, jak i Peterem Murphy'm z Bauhaus, co już dopełnia i tak długiej listy prawdziwych lub domniemanych wpływów na twórczość Cold Cave. Tyle, że w tym przypadku zamiast bezdusznych kalek electro-popu z lat 80. - którymi zaśmiecony jest aż do mdłości cały świat - powstała całkowicie nowa, autonomiczna jakość.

W swej chłodnej, posępnej i motorycznej muzyce Cold Cave w nowatorski sposób łączą szarą, naznaczoną rozkładem, postindustrialną pejzażowość z nagłymi przebłyskami pełnych kruchej urody melodyjnych pasaży. Jak ktoś słusznie zauważył, na „Love Comes Close" uchwycony został ów ulotny moment przejściowy, gdy muzyka generowana przy pomocy syntezatorów zaczęła tracić swój podziemny sznyt twórczości dzikiej i wywrotowej, emanującej nihilizmem i egzystencjalną rozpaczą, ale jeszcze nie zdążyła stać się jednym z dominujących na parkietach dyskotek komercyjnych nurtów.  Wyraźnie na tej płycie zaznacza się nostalgia za tamtymi pierwotnymi, heroicznymi czasami, a jej bezpośrednim efektem zdaje się być jeden z najbardziej niezwykłych utworów na płycie, „The Trees Grew Emotions And Died", który brzmi jak krzyk euro-popu brutalnie gwałconego w gabinecie krzywych luster.