44.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 25.07.2005

Label: BEGGARS BANQUET

BEGGARS BANQUET

Pierwszy solowy album Stuarta A. Staplesa - na codzień wokalisty Tindersticks - powstał trochę przypadkiem, a trochę z przekory. Po wyczerpującej pracy nad płytą "Waiting For The Moon" (2003) Staples po uznał, że chciałby uciec od zespołu, w którym wszystko - jego zdaniem - było takie uładzone i romantyczne i nagrać coś niepokojącego, nieobliczalnego i... zawierającego jakiś element brzydoty. "Przyszedł taki moment, że chciałem skasować wszystko niemal do zera, by zrozumieć, na czym stoję i co jest dla mnie naprawdę ważne" - powiedział w jednym z wywiadów. Założył więc własną firmę Lucky Dog, której nazwa została uwieczniona w tytule albumu i z różnymi muzykami w latach 2003 - 2004 nagrywał niespiesznie kolejne utwory. "Lucky Dog Recordings 03-04" pokazuje, że choć można uciec od kolegów z zespołu (a i to nie całkiem, o czym świadczy obecność w nagraniach pianisty i klawiszowca Davida Boultera i gitarzysty Neila Frasera ze 'Sticks), żadną miarą nie da się uciec od siebie. Staples ma jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w rocku, o barwie i głębii nie na darmo porównywanej do Scotta Walkera, Leonarda Cohena i Iana Curtisa z Joy Division i jego głos decyduje o niepowtarzalnym klimacie nagrań Tindersticks. I choć na jego płycie solowej rzeczywiście aranżacje są ograniczone do najniezbędniejszego minimum, z naciskiem na fortepian i inne instrumenty klawiszowe (organy, harmonium), instrumenty dęte, i tu najważniejszy jest ten głos. Może tylko, z uwagi na ascetyczne instrumentacje, obok dobrze wszystkim znanej melancholii, emanującej np. z ""Marseilles Sunshine" czy "Friday Night", w niektórych nagraniach silniej rysuje się element duchowości, by wspomnieć nawiązujący lekko do poetyki psalmów religijnych "Dark Days" czy gospelsowy "I've Come A Long Way". Ów wspomniany akcent "brzydoty", jeśli w ogóle, to pojawia się w utrzymanym w stylistyce bluesa "Shame On You". Są naturalnie jeszcze inne różnice między muzyką firmowaną przez Tindersticks, a solową płytą Staplesa: znać tu choćby lekki wpływ jazzu i melodycznej elegancji Burta Bacharacha, ale dla fanów zespołu żadną miarą nie będzie to ani zdradą, ani wadą.