49.90 zł
Dodaj do koszykaDodaj do koszyka

Czas wysyłki: Wysyłka w 24h

Koszt dostawy:

  • Odbiór osobisty gratis
  • Przesyłka od 7.50 zł

Format: CD

Data premiery: 27.10.2008

Label: 4AD

4AD

Dwa autonomiczne, pełnowymiarowe albumy w jednym opakowaniu, to efektowny i zaskakująco komunikatywny debiut w barwach 4AD art-noise-punkowej formacji z Atlanty, której nazwa wymieniana jest jednym tchem z Grizzly Bears i Liars.

Chronologicznie to już trzeci album grupy Deerhunter, której frontmanem jest Bradford Cox - uderzająco tyczkowaty młodzieniec o nieproporcjonalnie długich kończynach, którego nieco dziwaczny i niesamowity widok jest efektem genetycznego schorzenia, zwanego syndromem Marfana - rzadkiego, ale mającego całkiem długą i barwną historię, poczynając od faraona Echnatona (najwcześniejszy odnotowany przypadek) po zmarłego przed paroma laty Joeya Ramone'a z The Ramones. Cox po nagraniu ze swym macierzystym zespołem znakomitej, ale nieco wymagającej płyty „Cryptograms" dla firmy Kranky, zarządzanej przez szacowny avant-rockowy kolektyw Godspeed You! Black Emperor, postanowił zrealizować coś na własny rachunek jako solista. Tym czymś okazał się wydany niedawno przez 4AD pod szyldem Atlas Sound intrygujący, klimatyczny album „Let The Blind Lead Those Who Can See But Cannot Feel". Cox odgrażał się że następna płyta Deerhunter - w którego składzie nastąpiła znacząca zmiana: gitarzystę Colina Mee zastąpiła eks-cheerleaderka, Whitney Petty - będzie czerpać aż do nieprzyzwoitości z popu lat 50. i 60. Szczęśliwie trzeba naprawdę bardzo dobrego ucha, by na „Microcastle" wychwycić jakieś echa muzyki sprzed pół wieku w takich utworach, jak „Nova Steps", „Saved By Old Times" czy „Twilight At Carbon Lake". Na „Microcastle" generalnie jesteśmy bliżej Pavement, wspomnianych Grizzly Bears, no i Flaming Lips i Mercury Rev. To czyni s płyty wybitnie udane studium w zakresie tworzenia różnych odcieni nokturnowych, nasyconych nostalgią nastrojów i przyciemnionych dźwiękowych pejzaży, w których - jeśli pominąć rockowy „Nothing Ever Happened", nawiązujący do tradycji spod znaku The Jam i Magazine - słodko-gorzkie melodie rozwijają się zwykle niespiesznie na bogatym w dziwne dźwięki i efekty tle jakby wyprowadzonym z długiej tradycji southern gothic. Co innego druga płyta „Weird Era Continued", która wbrew powszechnym w dzisiejszych czasach praktykom jest bytem w stu procentach autonomicznym, a nie jakimś zlepkiem podejrzanych „bonusów" - zwykle rozmaitych, niekoniecznie wartych uwagi odrzutów z sesji nagraniowej. Cox postawił na jakość i swoistą przekorność. Jeśli postanowił, że „Microcastle" będzie najbardziej przystępną i nastrojową płytą w karierze Deerhunter, to na „Weird Era Continued" raczej nawiązał - choć nie całkiem wprost - do bardziej drapieżnej, eksperymentalnej i noise'owej historii zespołu: efektownie zderzył bardziej melodyjne, żywsze kawałki nawiązujące do złotej epoki alternatywnego rocka (czasy shoegazingu, Pixies, Smashing Pumpkins i Stone Roses) z utworami głównie instrumentalnymi sięgającymi do starszej tradycji avant-popowej ery pionierów krautrocka (Faust, Neu!). Łącznikiem między obiema płytami jest utwór „Calvary Scar". Na „Microcastle" pojawia się w krótkiej, zwartej i akustycznej formie. Na „Weird Era Continued" występuje w finale już jako epicka, 10-minutowa kompozycja. Trudno doprawdu wyobrazić sobie lepsze, bardziej zapadające w pamięć zwieńczenie tego doskonałego dwupłytowego albumu, który bez wahania należy zaliczyć do grona najlepszych wydawnictw 2008 roku.

Wideo: "Nothing Ever Happened"