37.90 zł
Produkt chwilowo niedostępny

Format: CD

Data premiery: 20.04.2009

Label: 4AD

4AD

Czwarty - ale pierwszy nagrany dla 4AD - album zespołu z Glasgow, który często porównywany jest do swych krajan: Belle & Sebastian, a to z racji pokrewnego zamiłowania obu grup do rockowej kameralistyki.

Camera Obscura istnieją od 1996 roku i rzeczywiście na pierwszym etapie swej kariery chętnie korzystali z koleżeńskiej pomocy, jaką oferowali im członkowie Belle & Sebastian. Prawdziwego czempiona znaleźli jednak w osobie nieżyjącego już, legendarnego radiowego disc-jockeya Johna Peela, który - po wysłuchaniu debiutanckiego albumu „Biggest Bluest Hi-Fi" - ogłosił ich jednym z najbardziej obiecujących wykonawców brytyjskich roku 2002. Camerę i B&S faktycznie sporo łączy, a najbardziej - dogłebna wiedza o wszystkim, co wydarzyło się w muzyce popularnej w ciągu ostatnich 50 lat i wielki dar do tworzenia klasycznie wręcz brzmiących piosenek o śmiało aranżowanych bogatych, wielowarstwowych brzmieniach, w jakich prominentną rolę odgrywają smyczki. Camera Obscura ma jednak jeden wielki atut w postaci obdarzonej wręcz hipnotycznym głosem wokalistki Tracyanne Campbell, która jak mało która jej rywalka na rockowej scenie bezbłędnie rozpoznaje wszelkie barwy i odcienie romantycznych klimatów. „My Maudlin Career" - nagrany w zredukowanym z septetu do kwintetu składzie - wydaje się być przede wszystkim wierną kontynuacją i dopełnieniem wcześniejszego albumu, „Let's Get Out Of The Country" (2006), który powstał w Szwecji pod nadzorem tamtejszego wybitnego producenta Jari'ego Haapalainena. A to - zważywszy ogromny urok płyty sprzed trzech lat - nie tylko nie jest wadą, ale wręcz zaletą, o czym fanów Camery chyba nie trzeba przekonywać. Tym razem jednak Tracyanne nadaje całości formę dziennika podróży, tak w sensie geograficznym, jak i emocjonalnym. Fizycznie odwiedza ona Toronto, Meksyk, Hiszpanię, przemierza Stany od Kalifornii przez Cleveland po Chicago. Choć jednak krajobraz zmienia się wręcz dramatycznie, w sensie uczuciowym podróż okazuje się jednym pasmem zdarzeń wywołujących uczucia smutku i głębokiego rozczarowania. Przed czarną depresją ratuje jednak narratorkę lekko ironiczny dystans do siebie i świata. Tak jak w przypadku „Let's Get Out Of The Country", tak i teraz nie sposób szybko uwolnić się spod uroku głosu i tekstów Tracyanne i muzyki Camery.