94.90 zł
Dodaj do koszykaDodaj do koszyka

Czas wysyłki: Wysyłka w 24h

Koszt dostawy:

  • Odbiór osobisty gratis
  • Przesyłka od 7.50 zł

Format: CD

Data premiery: 18.12.2006

Label: EPITAPH

EPITAPH

Po luksusowej, limitowanej, opatrzonej 94-stronicową książeczką - no i raczej drogiej - pierwszej edycji albumu "Orphans" Toma Waitsa, firma Anti-/Epitaph przygotowała nieco tańszą, "paperbackową" wersję tego wydawnictwa. Układ i zawartość muzyczna pozostaje bez zmian, jednak książeczka została zredukowana do 24 stron.

56 utworów, w tym 30 nowych lub nigdy wcześniej nie publikowanych, a 26 nie występujących na oficjalnych, autorskich albumach Toma Waitsa, to już dość, by przyprawić o przyspieszone bicie serca każdego fana owego wybitnego amerykańskiego poety, gawędziarza, kompozytora i wokalisty, ale także aktora i niezrównanej osobowości scenicznej. Waits wraz z żoną, Kathleen Brennan spędzili trzy lata zbierając rozproszone po różnych wydawnictwach piosenki, poszukując strzępów utworów kiedyś napoczętych, ale nigdy nie dokończonych i pogrzebanych w przepastnych domowych archiwach oraz pisząc zupełnie nowe kawałki. Proces ten - jak mówi Waits - przypominał łapanie kurczaków, które rozbiegły się po całej plaży. Jednak wreszcie jakoś udało się wszystkie te niesforne „sierotki" wyłapać i rozdzielić na trzy mniejsze stadka, wedle pochodzenia i temperamentu. W skład pierwszego stadka weszły największe „rozrabiaki" (czyli tytułowi brawlers), szczycący się nienagannym amerykańskim rodowodem (różne odmiany bluesa, trochę pieśni pracy, odrobina gospels i szczypta country). Do drugiego stadka zapędzono „mazgajów" (bawlers), czyli indywidua trochę sentymentalne, liryczne, melancholijne, a niekiedy tragiczne, wywodzące się z różnych tradycji: od plebejskich walczyków i tang, przez folk o celtyckim rodowodzie, po jazzujące ballady, przywołujące na myśl Louisa Armstronga, Nata „Kinga" Cole'a, Binga Crosby'ego, Perry'ego Como i całą plejadę wokalistów i piosenkarzy, zwłaszcza ze złotej epoki przedrockowych lat 50. Ci, co pozostali, to „bękarty" (bastards), o rzeczywiście bardzo różnym i niekiedy zawikłanym rodowodzie. Ale Waits i Brennan bynajmniej nie potraktowali ich z pogardą, lecz ze szczególną czułością. A było warto, bo w tym różnorodnym gronie znaleźli się m.in. song Brechta i Weilla „What Keeps Mankind Alive", wiersz Charlesa Bukowskiego „Nirvana", piosenka Jacka Kerouaca „Home I'll Never Be", przerobiona na ponury kajdaniarski marsz dziarska pieśń pracowitych krasnoludków z „Królowej Śnieżki", „Heigh Ho", mrożący krew w żyłach cover „King Konga" legendarnego Daniela Johnstona czy żartobliwe, podane ze swadą najlepszych komików skecze „Dog Treat" (o karmie dla psów) czy „Missing My Son" (o miłej starszej pani, która okazuje się wytrawną naciągaczką). Jeśli płyty „Brawlers" i „Bawlers" prezentują nam Waitsa bardzo dobrze znanego, to „Bastards" ukazują jego nieco mniej znane - lecz nie mniej fascynujące - oblicze.Wśród utworów zebranych na albumie „Orphans" znaleźć można także niemal wyczerpujący wybór piosenek pisanych przez Waitsa i Brennan na zamówienie twórców takich filmów, jak „Dead Man Walking: Przed egzekucją" („The Fall Of Troy", „Walk Away"), „Koniec przemocy" („Little Drop Of Poison", który jeszcze raz został wykorzystany w „Shreku 2"), „Liberty Heights" („Putting On The Dog", „It's Over"), „Pollock" („The World Keeps Turning"), „Big Bad Love" („Long Way Home", „Jayne's Blue Wish") czy nagrodzona w 1998 r. Oscarem krótkometrażowa animacja „Bunny" („Bend Down The Branches"). Jest tu także więcej coverów, niż te wspomniane przy okazji „Bastards", w tym tak niezwykłe, jak „Sea Of Love" znanego ze współpracy z Massive Attack Horace'a Andy'ego, „Ain't Goin' Down To The Well" i „Goodnight Irene" Leadbelly'ego czy „The Return Of Jackie And Judy" i „Danny Says" The Ramones. Po co zresztą o tym gadać. Tego trzeba samemu posłuchać i zanurzyć się bez reszty w dziwny, czasem śmieszny czasem straszny świat Toma Waitsa. Najwyższe noty albumu w recenzenckich rankingach („Mojo", „Uncut", „NME") i powrót Waitsa na okładki licznych magazynów, od niedzielnego wydania brytyjskiego „The Observer" po niemiecki „Jazzzeit", szwedzki „Sonic" czy włoski „Buscadero" mówią wszystko już nie tylko o wysokiej pozycji artysty na rynku anglosaskim, ale o globalnym zasięgu jego sztuki.Więcej informacji:
http://www.myspace.com/tomwaits