15.10.2005

DEAD CAN DANCE

znowu tańczą razem.
"Rozmawialiśmy o złu nękającym świat i naszej odpowiedzialności jako artystów. I zgodziliśmy się, że warto byłoby znowu nagrać trochę muzyki" - mówi Lisa Gerrard o pierwszych od dziewięciu lat koncertach Dead Can Dance w Europie i Ameryce Północnej. To brzmi jak obietnica i nic dziwnego, że jej słowa zelektryzowały wcale potężną armię wiernych fanów duetu. Dead Can Dance po raz ostatni wystąpił publicznie w 1996 roku, promując album "Spiritchaser". Rok później, po kilku nieudanych sesjach nagraniowych zespół zawiesił działalność po burzliwych kłótniach i awanturach.

Potem między Lisą a Brendanem zapanowała wieloletnia cisza. Ona nagrała kilka albumów z innymi partnerami (Pieterem Bourke'em czy Patrickiem Cassidy'm) i sporo znakomitej muzyki filmowej ("Gorączka", "Informator", "Gladiator", "Ali", "The Whale Rider"). On przypomniał o sobie tylko jedną solową płytą - "Eye Of The Hunter". Miejmy nadzieję, że z tego powtórnego zejścia się dawnych partnerów urodzi się coś godnego ich kultowego statusu.